Incredible India for the first time

303809_2515550573776_182811004_n

Do Indii po raz pierwszy pojechałam w 2011 roku. Marzyłam o tym już dwa lata wcześniej, jeszcze w liceum, jednak pomysł ten nie spotkał się z aprobatą rodziców. Potem myślałam, że polecę od razu po maturze, ale nie miałam na to zgody i poparcia rodziny, co w sumie z perspektywy czasu doskonale rozumiem. Jednak po ukończeniu pierwszego roku studiów dopięłam swego i poleciałam. Sama. Była to w tamtym czasie wielka przygoda i spełnienie największego marzenia, więc żyłam tym wyjazdem zarówno przed jak i po nim. Zaraz po powrocie rozpoczęłam studia na drugim kierunku i jeszcze na pierwszym roku stosunków międzynarodowych złożyłam aplikację na wymianę studencką… do Indii. Początkowe obiekcje rodziców zmieniły się szybko we wsparcie i zaraz po egzaminach w sesji zimowej poleciałam do Kalkuty. Po powrocie studia licencjackie zakończyłam obroną pracy na temat Indii. Właśnie minęły dwa lata od dnia wylotu, a ja za kilka dni wracam do Polski z Chorwacji prosto na pierwsze zajęcia na specjalizacji Biznes i Polityka Indii.

Wszystko zaczęło się w 2009 roku, gdy zmarł Michael Jackson, a ja chciałam śledzić informacje na ten temat na amerykańskich portalach i w celu ułatwienia sobie tego zadania zaczęłam rozmawiać przez Internet z ludźmi z krajów anglojęzycznych. To wtedy wpadłam na pomysł żeby zamiast tylko czytać i oglądać to, co się dzieje na świecie, zacząć w tym uczestniczyć.

In 2011 I went to India for the first time. I have been dreaming about it for two years before but my parents somehow did not support this idea (what I actually understand). Then I thought of going after my final exams in high school but again my family did not like the idea. However, after the completion of the first year of college I did what I wanted and I flew to India. Alone. At that time it was a great adventure and my biggest dream, so even before and after the journey I was so much focused on it. Shortly after coming back home I started my second facylty at the univeristy and at the first year of international relations I applied for an exchange… to India. Initial objections of my parents changed quickly into support and immediately after the winter session exams I flew to Calcutta. After that I graduated from international reltions defending my final thesis on India.

It has been two years now since I went there and I in a few days I will be back to Poland from Croatia going directly for my first classes of Business and Politics of India… And all began only in 2009, when Michael Jackson died and I wanted to follow the news on American sites and in order to facilitate this task I began to talk over the Internet with people from English-speaking countries. That’s when I had the idea that rather than just read and watch what happens in the world, I should start participating in it.

Wyjazd do Indii był moją pierwszą wizytą w Azji i już na lotnisku doznałam szoku – było gorąco, powietrze specificznie pachniało, a ja byłam jedyną osobą o białej karnacji w kolejce do kontroli paszportowej. Już wtedy doświadczyłam tak zwanego pozytywnego rasizmu, bo kilka osób przepuściło mnie w tej kolejce z własnej woli. Kontrola trwała tak długo, że z lotniska wyszłam dwie godziny po przylocie, ale moi nowi indyjscy przyjaciele nadal czekali, mimo że mój telefon nie odpowiadał (tak, nie włączyłam roamingu…) i była 6.00 rano. Miałam fantastyczne przywitanie, samochód z kierowcą i pokój w hotelu, w którym zatrzymywali się członkowie armii. Minęło już kilka lat od tego wyjazdu, a ja nadal pamiętam widoki w drodze z lotniska i pierwsze zapachy. Mam też w głowie obrazy z ulicy, spojrzenia ludzi, kilkugodzinną ulewę i niezwykłą gościnność z pierwszych dni. Mimo, że później wielokrotnie, w różnych krajach i miastach byłam przyjmowana przez kogoś miejscowego, to tę gościnność ciężko będzie kiedykolwiek przebić 😉

The trip to India was my first visit to Asia and I was shocked since I arrived – it was hot at teh airport, the air smelled specifically, and I was the only person with white skin in the queue for passport control. Even then, I experienced the so-called positive racism, because few people let me go first. Control lasted so long that I got from the airport two hours after arrival, but my new Indian friends were still waiting, despite the fact that my phone did not answer (yes, I did not manage roaming …) and it was 6.00 am. I had a fantastic welcome, a car with a driver and a room in the hotel designed for army members. It’s been a few years since we went there and I still remember the views on the way from the airport and the first scents. I also have some reflections from the street in my mind, the way people looked at me, several hours of downpour and extraordinary hospitality. Although later on I was a guest of many local people in different countries and cities, it will be hard to ever get better hosts and hospitality 😉

307016_2515607255193_945429183_n

Amit
310145_2515607495199_803325127_n

Annu

Pierwszy dzień w Delhi to masa wrażeń. Jadłam najdziwniejszy lodowy „przysmak”, którego nigdy więcej nie chciałabym próbować. Jednak tego samego dnia miałam też okazję spróbować pierwszego hinduskiego dania, a właściwie kilku. Zostały przyniesione w gazetach (!), były ostre, kolorowe, pachnące i przepyszne. Pierwsza filiżanka chai masala niezbyt przypadła mi do gustu, a teraz po kilku latach płacę za nią 10 zł w resturacji (w Indiach na ulicy 2 zł). Odbyłam też wizytę w indyjskim McDonaldzie i popełniłam tam pierwsze faux pas, gdyż na pytanie o mój wybór wypaliłam: cheesburger (Hindusi nie jedzą wołowiny…). Kilka lat później w Kalkucie znajomi marzyli o czymkolwiek innym niż chicken burger ;p

The first day in Delhi gave me a lot of impressions. I ate the weirdest ice “delicacy” that I would never like to try it again. However, the same day I also had the opportunity to try the first indian dishes. They were brought in the newspapers (!) and were spicy, colorful, fragrant and delicious. The first cup of masala chai was not good to me but now after a few years I am paying for it 10 PLN in restuarants (in India on the street – 2 PLN). I also visited Indian McDonald’s and I made a first faux pas there – when they asked me what I wanted I said: cheesburger… (Hindu people do not eat beef). A few years later, in Calcutta, my friends dreamed of anything other than chicken burger ;p

296526_2515558533975_2008715828_n

Pierwszego dnia, jako że byłą to pora monsunowa, spotkała mnie ogromna ulewa, która trwała kilka godzin, a mimo której życie na ulicach wcale nie zamarło. Woda sięgała mi miejscami do kolan (co prawda nie jestem najwyższa, ale to i tak całkiem sporo), a moja nowa hinduska koleżanka zabrała mnie do salonu fryzjerskiego swojej siostry, gdzie suszenie włosów i ubrań trwało kilkanaście minut. Tam też załoga salonu chciała mnie zmusić do zrobienia sobie kolczyka w nosie (w Indiach większość dziewczynek taki ma), jednak zgodziłam się tylko na atrapę ;p Z drugiej strony nie trzeba mnie było długo namawiać na tradycyjny tatuaż z henny – wytrzymał tylko dwa tygodnie, ale i tak byłam zachwycona.

It happened to be monsun time when I arrived so I just met so heavy rain that lastes for hours and in spite of this fact nobody seemed to run home. Water came until my knees (yeah I am not so tall but still ;p) and my new Indian friend took me to her sister’s beauty parlour where the drying process lasted for ages. Is was also there that they wanted me to get nose piercing (almost all Indian girls have it) but I managed to agree just for a fake one ;p On the other hand it did not take long to make my have Indian traditional tatoo which I loved! 

307881_2461946473707_563130287_n

302692_2458425985697_1817591056_n

Tego dnia zaliczyłam też kilka przejażdżek rikszami, zarówno tymi auto jak i rowerową (była to pierwsza i ostatnia w życiu) oraz pierwszą podróż hinduskim autobusem, w którym nie tylko nie mogłam oddychać ze względu na miliard osób w środku, ale też podczas wysiadania (na środku ulicy) zostałam prawie stratowana przez pędzącą rikszę. Dodatkowym przeżyciem była lodowata woda pod prysznicem, a moja zdziwienie spotkało się z jeszcze większym zdziwieniem ze strony znajomych. „Nie będziesz potrzebowała tutaj ciepłej wody” – mówili i mieli rację. Przyspieszone bicie serca podczas przechodzenia przez ulicę, masa zdjęć zrobionych pierwszej napotkanej na ulicy krowie, upał przez całe przedpołudnie, zmiana czasu, milion wrażeń – to wszystko zostało dodatkowo okraszone przepięknymi widokami: palmy, niebo bez jednej chmury, kolorowe ubrania kobiet, świeże owoce i soki na każdym rogu ulicy, a był to dopiero pierwszy dzień…

The same day I has a few rickshaws tours and, both auto and bike ones (the last time in my life for sure) as well as my I had my first time in an Indian bus. I could not really breathe in it due to the crowd and I was almost killed by the rickshaw driver while getting off (in the middle of the street). Another thrilling experience was so cold water that surprised no one else but me (I did not need hot running water later on as they said before). My heart was beating faster when I was crossing the street, I took a lot of pictures of the first cow I met on the street, half of a day was very hot, there was quite big time difference, I had milions of impressions and this all was accompanied by the beautiful views: palm trees, blue sky, colorful sarees, fresh fruits and juices on every corner. And it was just the first day…

308453_2461946873717_106743512_n

411308_3238229320293_383102589_o

Advertisements