Incredible India: Delhi

Mój pierwszy pobyt w Indiach zapoczątkował ogromną pasję do podróży i, chociaż lubię wyjeżdżać gdziekolwiek, nad polskie morze czy do europejskich stolic, to najbardziej ciągnie mnie DALEKO! Nie wiem z czego to wynika, ale pamiętam jak kilka lat temu miałam gościa z Włoch, który mówił mi, że nie podróżuje po swoim kraju, co mnie wielce zdziwiło – Włochy zawsze wydawały mi się bardzo fascynujące. Pytałam czemu ciągle wyjeżdża daleko, skoro ma w swoim kraju właściwie wszystko – powiedział, że po małym kraju, w którym zna język i zwyczaje, będzie mógł jeździć nawet jak będzie miał 70 lat, a teraz jest czas, zdrowie, siła i odwaga na dalekie podróże. Teraz zdałam sobie sprawę z tego, że mam dość podobne podejście do wyjazdów – mniej fascynują mnie kraje ościenne, ale na słowo Afryka albo Ameryka (nie mówiąc już o Azji…) miewam dreszcze…

My first visit to India started big passion for travelling and, enen though I like moving anywhere, polish coast or european capital cities are good to me, the phrase that attracts me the most is FAR AWAY. I am not sure where does it come from but I remember once, a few years back, my italian friend told me that he does not like travelling within his own country (but he does travel really far away). I was quite surpsised as I had always strong interest in Italy but he told me he may go to see Italy when he is old, it does not require much efforts, and now, when he is young, brave and strong, he can explore exotic places. Now I realized that I have quite the same attitude – I am not very much attracted by neighbours but when I hear Africa or America (not to mention Asia…) I am more than excited…

W każdym razie wyjazd do Indii otworzył mi oczy i umysł, pozwolił planować dłuższe i krótsze pobyty w krajach o odmiennej kulturze. Spędziłam tam dwa i pół tygodnia i jak na pierwszy raz (i na moje – wtedy – 20 lat) było to dla mnie dość długo, szczególnie, że pojechałam sama. Nie wszystko mi się podobało, ale wróciłam totalnie zachwycona, oczarowana i oczywiście ze znaczenie śmielszymi planami na przyszłość.

Anyway my trip to India opened my eyes and mind and let me plan visits in countries with different cultures. I spent there two and half weeks and as I was 20 and alone it was quite long for me. I did not like everything but I came back totally amazed, having brave plans for the future.

Kilka pierwszych dni spędziłam w Delhi, mieszkałam w hotelu oraz w indyjskim domu (co zapoczątkowało moje odwiedziny u nieznajomych i co nadal spotyka się z niezrozumieniem wielu osób). Nie żyłam tam do końca jak turystka. Oczywiście widziałam wszystkie must see w stolicy, zwiedzałam świątynie, oglądałam budynki rządowe, targowałam się na miejskim rynku, spacerowałam po parkach i tak dalej, ale z drugiej strony niektóre wieczory spędziłam na oglądaniu bollywoodzkich produkcji, czasem obiad w domu podawano o 23.00, kroiłam warzywa, o których wcześniej nie słyszałam… Delhi naprawdę bardzo mi się spodobało, chociaż wszystkie mankamenty miasta były przytłaczające. Pierwsze dziecko na ulicy, z wyciągniętą rączką i prośbą o pieniądze, przyprawiło mnie o łzy, nie wiedziałam co zrobić, a przecież było ich więcej… Podróż autobusem albo rikszą to często balansowanie na granicy ryzyka. Tłum, prędkość, nieprzestrzeganie przepisów, upał, śmieci… Pytałam moich znajomych na miejscu o co chodzi z tymi wyrzucaniem śmieci na ulicę – odpowiedzieli, że wiele osób ma poważniejsze problemy niż butelka wyrzucona z samochodu. Prawda, ale… to w niczym nie pomaga. Ciężko było mi zrozumieć postępowanie Indusów w niektórych sytuacjach, ale to chyba fascynowało mnie nawet bardziej.

First days in India I spent in Delhi living in the hotel and in an indian house (which was a first step to my stays in starngers’ houses what is not easy to understand for some people). I did not really live as a tourist there. Obviously I saw all of the must see places, I visted temples, important buildings, I tried to bargain in the market, I walked in big parks and so on, but on the other hand I spent some evening watching indian soap operas, happened that we had dinner at home at 11 pm, I chopped vegetables that I have never seen before… I really liked Delhi, although there were some bad points. The first kid that asked me for money on the street made my cry, I did not know what to do and there were more of them… Also travelling by bus or rickshaw was quite risky sometimes. The crowd, speed, breaking the rules, hear, dust… I asked my friends there what about those rubbish on the streets – they said people in India have serious problems so they do not think about a bottle they throw out of the window. Yes, but… it does not help. I was ttrying so hard to understand some of indian behaviour, but this all probably fascinated even more.

20110917300

20110918303 20110918307

IMG_0219

Staram się nie przywoływać tych negatywnych obrazów, szczególnie, że o wiele więcej rzeczy pozostawiło po sobie miłe wspomnienia. Drugi dzień (a właściwie wieczór, bo nikomu oprócz mnie nie chciało się wychodzić na zewnątrz przed 17.00) spędziłam na zwiedzaniu. Pierwszym punktem była Świątynia Lotosu. Jest to miejsce kultu bahaistycznego, czyli wyznania, które zakłada, że ludzie, bez względu na religię, są duchową jednością (tym samym łączy w sobie elementu wielu innych światowych religii). Przekłada się to na fakt, że ludzi przychodzą do świątyni modlić się bez względu na to, w jakiego boga wierzą. Budynek ma przypominać kształtem kwiat lotosu, jest symetryczny i, moim zdaniem, przepiękny. Widziałam go wczesnym wieczorem i nocą i w każdym wydaniu był zachwycający. Otacza go piękny park, a atmosfera naprawdę składania do refleksji, mimo tłumu turystów o każdej porze. Miejsce to odwiedziło już kilkadziesiąt milionów ludzi.

I try not to think about negative pictures from Delhi, especially because there were a lot of good things to remember. My second day (actually evening as nobody apart from me wanted to leave the house before 5 pm) I spent sighseeing. Lotus Temple was the first on the list. The temple is made by bahaists who follow religion which states that people are united in soul no matter what god they believe in. Due to this poeple from different religions go praying there. The building is supposed to look like lotus flower, its symetric and beautiful. I saw it in the early evening and at night and it was always stunning. It is surrounded by the nice park and the atmosphere make people reflect in spite of many tourists coming there anytime. It was till date visited by millions of people.

20110916258 20110916262 20110916280

IMG_0152

Innym ważnym miejscem w Delhi jest Qutub Minar, czyli minaret z XIII wieku, który kiedyś był częścią pierwszego w Indiach meczetu. Podobno okrył się złą słabą jako miejsce ulubione przez samobójców… W każdym razie jest to istotne miejsce dla historii miasta, otacza je strefa archeologiczna z grobowcami i meczetami. Minaret znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO i przyciąga wielu turystów. Pierwszy raz zetknęłam się z tym miejscem w książce Jarosława Kreta Moje Indie, którą czytałam jeszcze przed wyjazdem. Pisał tam, że spacerował w tej okolicy ze swoją ówczesną hinduską partnerką i ochroniarz przyłapał ich na byciu razem w okolicy minaretu, zwróciło to jego uwagę ze względu na odmienny wygląd dziennikarza. Dziewczyna kazała mu zapłacić mężczyźnie, bo inaczej mogliby mieć kłopoty… Przypomniało mi się to w momencie, kiedy ochroniarz wyprosił nas z tego terenu, kiedy zaczęło się ściemniać. Nie płaciliśmy 😉

Another important place in Delhi is Qutub Minar from 13th centry, that was a part of a first mosque in India. It is said to be a favourite place for people commiting suicide in the past… Anyway it is an important spot in the city, surrounded by the archeological zone with tombs and mosques, now on the list of world’s herigate of UNESCO, atrracting many tourists. First time I heard about it while reading the book of Jaroslaw Kret – Moje Indie before I went to India. He wrote that he was walking there with his indian female partner and the secuirity guard, seeing them being together, asked them to leave.  The girl told her friend to give him money otherwise he could even call the police… I had this in mind when the guards told us to leave when late evening has came. We did not have to pay 😉

20110918312 20110918320  IMG_0342 IMG_0398 IMG_0405

Jako, że od mojego pierwszego wyjazdu minęły już 3 lata to nie pamiętam wszystkich szczegółów miasta. Jednak ciekawym przeżyciem była dla mnie wizyta w Old Delhi, czyli starej, muzułmańskiej części miasta. Tłum był zdecydowanie większy, budynki trzymały się chyba tylko dzięki woli bóstw, a ja chodziłam za rękę z Hindusami, bo sama wtedy nie dałabym rady cało przejść przez ulicę. Szukaliśmy tam wzorów sukni ślubnej dla Annu (brała ślub 3 miesiące później), więc siłą rzeczy widziałam praktyki, których turyści zwykle nie doświadczają – kilka godzin przymierzania sukni, dyskusji przy herbacie, miliard wzorów, kolorów, materiałów. Dziewczyna z wykształcenia była projektantką, więc znała się na rzeczy i bardzo twardo negocjowała, a ja siedząc na podłodze w rogu, mimo że prawie się nie odzywałam, i tak skupiłam na sobie uwagę większości osób w sklepie. Wodę donoszono mi co 5 minut, sukni finalnie nie kupiliśmy, ale co przeżyłam to moje 🙂 W Old Delhi znajduje się Czerwony Fort, który zwiedzaliśmy przez wiele godzin. W czasach kolonialnych wykorzystywali go na potrzeby armii Brytyjczycy, a obecnie jest symbolem wyzwolenia. Miejsce to również znajduje się na liście UNESCO, chociaż ja nie zapamiętałam go jakoś szczególnie. Wesołe miasteczko obok dostarczyło mi za to wielu wrażeń.

As three years passed since I went to India for the first time I do not remember every detail of the city. Anyway a visit to the Old Delhi was an interesting experience. Old Delhi is a majorly muslim, old district of the city. The crowd was incredible, the buildings surivived probably only ith the god’s help and I had to keep someones hand otherwise I would not be able to cross the street. We were looking for a wedding gown for Annu as she was getting married three months later. I spent many hours watching her wearing different dresses, I saw tons of colours, structures, patterns. She is educated as a designer so she was negotiating hard. I was siting on the floor, saying almost nothing and still being under the special care of the staff – they used to bring me water every 5 minutes. We finally did not buy the gown, but at least I got some interesting experience. In Old Delhi we also visited Red Fort which was being used for british army in colonial times and which now is the symbol of indepedence. It is also put on the UNESCO list now although I do not remember it very well. Amusement park that was nearby gave me more fun. 

D:DCIM100MEDIAIMG_0360.JPG

 D:DCIM100MEDIAIMG_0363.JPG D:DCIM100MEDIAIMG_0364.JPG D:DCIM100MEDIAIMG_0365.JPG D:DCIM100MEDIAIMG_0366.JPG D:DCIM100MEDIAIMG_0373.JPG D:DCIM100MEDIAIMG_0377.JPG  D:DCIM100MEDIAIMG_0401.JPG D:DCIM100MEDIAIMG_0406.JPG D:DCIM100MEDIAIMG_0419.JPG  D:DCIM100MEDIAIMG_0426.JPG D:DCIM100MEDIAIMG_0422.JPG D:DCIM100MEDIAIMG_0390.JPG

Wizyta na największym targu w Delhi także dostarczyła mi wielu wrażeń. Wszystko wydawało mi się tam bardzo tanie, jednak Annu targowała się o każdą rupię, więc finalnie kupiłam kilka pamiątek za bezcen, a ta praktyka przydała mi się potem podczas studiów w Kalkucie, chociaż i tak jestem pewna, że w większości płaciłam za kolor skóry ;p

Also the biggest open air market in Delhi was an interesting thing for me. I found everything being very cheap although Anny was bargaining very hard. Thanks to that I bought some souvenirs for almost nothing and this ability was very useful when I later on studied in Kolkata, however I am sure I was cheated many times just because I was white.

W Delhi odwiedziłam wiele świątyń, których nazw nie pamiętam, nie wiem gdzie się znajdowały, bo szczerze mówiąc podczas tego pobytu niewiele robiłam sama, wszystko pokazywali mi inni, więc siłą rzeczy nie skupiałam się na kwestiach organizacyjnych lecz oddawałam się tylko podziwianiu (i zadawaniu pytań).

I visited many temples in Delhi which names I do not remember now. To be honest I did not do much on my own while being there so I could just enjoy what I see without being bothered how to get somehwere et cetera. I focused on asking questions 😉 

307689_2515558893984_695847685_n

313958_2515558693979_382017001_n

Jednak jednej z nich nigdy nie zapomnę. Akshardham wywołała mnie na mnie ogromne wrażenie. Jest niesamowicie piękna, ogromna, zachwycająca, kosztowała majątek. Nie wiem ile złota i marmuru wykorzystano do jej budowy, ale patrząc na biedę w mieście, w kraju, jej powstanie wydaje mi się dość kontrowersyjne. Nie zmienia to jednak faktu, że podobała mi się najbardziej ze wszystkich miejsc w Delhi. Przy okazji jej zwiedzania usłyszałam wiele pięknych historii, legend. Uczestniczyłam też w niesamowitym pokazie fontann i świateł, podczas którego odczytywane były fragmenty świętych ksiąg w sanskrycie. Na szczęście miałam tłumaczy, bo warto wiedzieć co przyciąga rzesze odwiedzających, którzy czekają do zmroku, aby wziąć w tym udział. Niesamowite, trzeba przeżyć. Miejsce jest tak imponujące, że wcale nie dziwiły mnie środki bezpieczeństwa. Aparatu i telefony trzeba było oddać, więc mogę posłużyć się jedynie zdjęciami z Internetu.

Although I will never forget one of the temples – Akshardam. It made such a big impression on me. It is stunning, beautiful, huge and costed a lot! I have no idea how much of gold and marble they used to build it but watching the poverty in India I find it a bit contrversial to spend so much on a temple. Anyway I liked it so much, my favourite place in Delhi. During visiting it my friends told me many interesting stories and legengs about indian heroes. I also took part in an incredible show of fountains and lights, during which they read fragments of holy books in sanscrit. I was lucky to have my translators as it was really good to know why so many people come there and wait until the late evening to participate in this event. It is unbelievable, one has to see it, be there to understand. This place was so impressive so I was not surprised about the safety measures. I had to leave my camera and telephone so I can only use the photos I found in net.

Akshardham 3

fot. http://aksharmandir.blogspot.com/2013/02/akshardham.html

Akshardham_Airpano_wide_view

fot. Stanislav Sedov and Dmitriy MoiseenkoSource: http://www.airpano.ru/files/Akshardham-India/2-2

433380286_5e32c1de2d_z

fot. http://aksharmandir.blogspot.com/2013/02/akshardham.html

Podczas tego wyjazdu zaliczyłam też dwa dalsze wycieczki – trzy dni spędziliśmy w Agrze, a innym razem na cztery dni wybraliśmy się w góry u podnóża Himalajów, żeby odpocząć od upałów (a tym samym spędzić czas na kupowaniu nowych szalików, żeby się jakoś ogrzać), co zdecydowanie jest warte oddzielnych wpisów. Po powrocie z drugiego wyjazdu spędziłam w Delhi jeszcze kilka dni, z czego najlepiej zapamiętałam ostatni. Wybraliśmy się wtedy na spacer do India Gate, gdzie stałam się atrakcją dla miejscowych, zaprzyjaźniłam się z małą dziewczynką, która zrobiła mi bransoletkę z moim imieniem i pytała kiedy wrócę na spotkanie z nią, czy Amit to mój mąż, i wcale nie chciała pieniędzy. Widziałam tam nieco inny obraz Indii, szczęśliwe rodziny, zakochane pary (podobno park, który znajduje się w tej okolicy, to jedyne miejsce, w którym można się legalnie całować ;p), dużo radości, roześmiane dzieci. Tam też po raz pierwszy chciałam kupić coś sama i za butelkę wody zażądano ode mnie równowartość ok. 10 złotych, więc byłam z siebie bardzo dumna kiedy odmówiłam. Szkoda, że nie wiedziałam jeszcze ile bojów stoczę dwa lata później w Kalkucie, tym razem bez indyjskiego wsparcia w każdej sytuacji.

During my visit to India I also went for two short trips – we spent three days in Agra and the other time we went for four days to the mountains in the foothills of Himalaya so get away from the heat (what ended up in looking for new scarfs to warm myself up, I did not expect being so cold in India!), which is definitely worth a separate post. After coming back to Delhi from the last trip I spent a few more days in the city and last of them I remember very well. We went to India Gate, where I became an attraction for local people, I became friends with a little girl who made a hand band for with my name, asked me when am I coming back to see her and if Amit is my husband – and she did not ask for money. At that place I saw a slightly different picture of India – happy families, couples in love (it is said that the surrounding park is the only one they can kiss in piblic legally ;p), so much of happiness, smiling kids. Also there I wanted to buy something for myself what ended up in the situation when they wanted me to pay something like 10 PLN for a bottle of water so I was quite proud of myself when I refused. What a pity I didnt know how much I would have to struggle two years later in Kolkata without having indian support all the time.

D:DCIM100MEDIAIMG_0439.JPG D:DCIM100MEDIAIMG_0463.JPG

D:DCIM100MEDIAIMG_0447.JPG

Delhi to oczywiście nie tylko zabytki, znacznie lepiej zapamiętałam samo życie w hinduskim domu, codziennie zakupy, wspólne obiady, przemieszczenie się po mieście, zachowanie ludzi na ulicy, zapachy, kolory. Do tej pory nie udało mi się wrócić do stolicy, która okryła się bardzo złą sławą po głośnym gwałcie grupowym na studencie w 2012 roku. Po tym wydarzeniu miasto zostało okrzyknięte najniebezpieczniejszym na świecie, a doniesienia o kolejnych tego typu przestępstwach (także na dzieciach oraz wśród członków rodziny) pojawiają się do kilka dni. Nie wiem jak się do tego odnosić, ponieważ jestem pewna, że to nie zaczęło się dziać 2 lata temu, jednak przekaz medialny zrobił swoje. Niewątpliwie miasto jest pod tym względem niebezpieczne, mimo wielu wysiłków władz w kierunku zapewnienia kobietom bezpieczeństwa. Ciężko jest chronić kilkuletnie córki przed ojcami, dopóki nie wydarzy się tragedia, nikt nie wie o tym, co dzieje się w domach.

Obviously Delhi does not only mean monuments, I rather remember living in indian house, everyday shopping, late night dinners at home, travelling in the city, people’s behaviour on the streets, smells, colours. Till date I did not manage to come back there, to the city that is now „famous” for rapes. The bad fame has came after the 2012 gangrape on a student. After that Delhi is called the most dangerous city in the world and the news about other crimes (only on children and within families) are appearing every few days. I am not sure what to think about it as I am sure it did not start just in 2012 but the media did the job…Surely the city is not safe in this matter in spite of many effotrs put recently by the athorities. It is hard to protect young girls from their fathers, nobody knows what is happening at homes until there is the tragedy.

Mam ogromną nadzieję, że mimo wszystko sytuacja zacznie się poprawiać. Gdy oglądałam wywiad z adwokatem wspomnianych gwałcicieli studentki, która w wyniku zajścia zmarła, włos jeżył mi się na głowie. Naprawdę cięzko było mi uwierzyć, że wykształcony mężczyzna ze stolicy wielkiego kraju mówi, iż dziewczyna jednak trochę zawiniła, bo tylko określony typ kobiety pozostaje po zmroku na zewnątrz z facetem, który nie jest jej mężem… To właśnie najbardziej przeraża mnie w Indiach – mentalność. Hindusi starają się chronić kobiety na różne sposoby, które nam tutaj mogą wydawać się dziwne. W autobusach jeden rząd siedzeń jest tylko dla kobiet, a metrze są specjalne żeńskie wagony. Mnie to dziwiło, jednak nie robi się tego z samego szacunku do kobiet – jest to swego rodzaju azyl bezpieczeństwa przed męskim wzrokiem, dotykiem, głupimi komentarzami. Z jednej strony stereotypizacja i segregacja, z drugiej, być może, konieczność. Wydaje mi się, że im więcej podziałów i izolacji, tym większe ryzyko chorych zachowań. W każdym razie Delhi to temat-rzeka, podobnie jak same Indie. Absolutnie fascynujące, zjawisko samo w sobie.

I really hope that the situation will be becoming better day by day. Watching an interview with the lawyer of the rapists of abovementioned student (who afterwards died) I could not stand what he was talking. It is really hard to believe that a educated man from the capital of a huge country says that the girl was also guilty as only an exact type of women roam around with a guy in the evening… This is what frighten me the most in India – the mentality. Indian people try to procets women in the ways that might seem strange for us here. In buses they have a separate fow just for women, in metro there is a special female wagon. It was weird for me but as far as I know they do not do it just as a sign of respect – it is kind of security zone separating women from men’s seye sight, touch, stupid comments. For me it is like separating and following stereotypes but on the other hand maybe it is also a necessity. I think that the more segregation and isolation we have, the biggest risk of sick behaviour we face. Anyway Delhi is a huge topic as well as India is. Absolutely fascinating, a phenomena itelf.

Chciałabym tylko widzieć, jak wszysto zmienia się w lepszym kierunku. I zdecydowanie muszę tam szybko wrócić, żeby wiele rzeczy sobie przypomnieć. Szczególnie hinduską kuchnię, która po moim powrocie stała się ulubioną połowy moich znajomych, niektórzy już nawet sami sobie gotują, w mieszkaniu w Warszawie przypraw indysjkie zajmują całą półkę, w moim domu Boże Narodzenie od kilku lat nie obejdzie się od indyjskich dań, na Erasmusie w Zagrzebiu naszą ulubioną restauracją była indyjska, a urodziny wśród przyjaciółek i spotkanie ze znajomymi bardzo często kończą się lub zaczynają w indyjskich knajpach. Zdecydowanie temat na kolejny wpis.

I would like to watch it going in the right direction. And definitely I need to come back there to memorize everythng. Especially indian cuisine which, after I came back, became a favourite one for a half of my friends, some of them already started cooking indian, in our flat in Warsaw indian spices take a whole shelf, in my family house Christmas cannot be without indian dishes, during our Erasmus in Zagreb our favourite restaurant was indian one and birthdays of friends as well as some random meetings we start or end in indian places. And definitely this is worth a separate post!

CAM01324 11007478_10206381821850069_1003656888_n

Advertisements