New Year in Israel: Jerusalem

CAM04771

Nasz noworoczny wypad do Izraela nie mógł nie objąć Jerozolimy. Spędziliśmy tam tylko półtora dnia, ale był to bardzo intensywny czas. Autobus z Tel Awiwu kosztował mniej niż 20 zł a droga zajęła niecała godzinę – dokładnie tyle samo, ile potem z dworca do miejsca naszego noclegu (pomyliliśmy kierunek, nikt nie mówił po angielsku, za to miałam okazję odświeżyć rosyjski). Dosłownie w strugach deszczu dostaliśmy się późnym wieczorem do domu naszego hosta z couchsurfingu i po raz kolejny przekonałam się, że nie ma lepszego sposoby na poznanie kraju niż mieszkanie z kimś z “wewnątrz”. Dla mnie była to kolejna tego typu okazja, ale tym razem nie byłam sama jako gość. Nasz gospodarz Nati przyjął nas fantastycznie – muzyką (grał nawet na gitarze) i alkoholem. Spędziliśmy wieczór w domu, ale było to raczej mała impreza niż rozmowy przy herbacie. Dostaliśmy pokój z widokiem na palmy i siedzibę kogoś bardzo ważnego, więc poranek był trochę mniej bolesny niż mogłoby się wydawać. Wyposażeni w masę wskazówek od gospodarza udaliśmy się na zwiedzanie i już po kilku minutach spaceru wiedziałam, że Jerozolima będzie bardzo wysoko na mojej liście ulubionych miast.

Our New year trip to Israel could not happen without visiting Jerusalem. We only spent there one day and a half but it was very intensive time. The bus from Tel Aviv costed less than 20 PLN and it took less than an hour – exactly the same as the way to the place we stayed for night (obviosuly we went in the wrong direction and nobody spoke English but at least a had a chance to refresh my Russian). It was raining cats and dogs when we reached house of our host from couchsurfing. Again I wasn’t dissapointed as there is no better way to know the country than living with locals. It was not the first time for me but for the first time I brought more people. Our host Nati wlecomed us in a great way – with music (and he played guitar) and alcohol. We spent that evening at home but it was rather a small party than tea meeting. We got a room with a good view and the morning after was a bit less painful that it seemed to be. Getting many tips from our host we went to see the city and in a few minutes of walking I was sure that Jerusalem becomes one of my favourite cities.

CAM04706  CAM04709

CAM04711 CAM04712 CAM04716 CAM04717 CAM04718

CAM04719

CAM04721 CAM04722 CAM04725 CAM04726 CAM04727 CAM04728

Nie mieliśmy czasu na poznanie całego miasta, więc skupiliśmy się na starówce, gdzie i tak mieści się najwięcej miejsc wartych odwiedzenia. Zaczęliśmy od Bazyliki Grobu Świętego, która – mimo tłumów dosłownie wszędzie – robiła ogromne wrażenie. Jest to domniemane miejsce ukrzyżowania i złożenia Jezusa do grobu. W pamięci utkwiły mi szczególnie obrazy związane z kamieniem namaszczenia – ludzi pocierali o niego ręce oraz różne przedmioty związane z obrzędami religijnymi. W świątyni znajduje się oczywiście Grób Pański, będący głównym celem odwiedzin oraz wiele kaplic, z których najważniejszą wydała mi się Kaplica Najświętszego Sakramentu, gdyż została poświęcona objawieniu się Jezusa Maryi. Już sama budowla robi ogromne wrażenie, a historia świętych miejsc dodaje tylko jej świetności. Niestety nie czuję, że poznałam ją wystarczająco, niektóre miejsca były tak załtoczone, że nie dało się nawet przejść. Chciałam zmienić tę wadę w zaletę i podłączyłam się do rosyjskiej wycieczki, aby dowiedzieć się od przewodnika czegoś ciekawego, czego nie sama nie doczytałam. Grzecznie słuchałam przez 10 minut, co stanowi też powód, dla którego zaraz po wyjściu ze świątyni zgubiłam się – a raczej zgubiłam Magdę i Maćka. Wyszłam w celu poszukiwań, z mapą i telefonem w ręku stanowiłam idealny cel dla okolicznych naciągaczy. Jednak oprócz zachęcających do zakupów handlarzy spotkałam się też dziećmi, które chciały pomóc w odnalezieniu drogi i nawet nie próbowały mnie nigdzie na siłę zaprowadzić. Przez przypadek znalazłam się w miejscu, gdzie nie było już turystów, a w pomieszczeniach przy ulicy wszyscy palili fajkę wodną i serdecznie mnie na nią zapraszali. Chciałam nawet kupić pamiątki, korzystając z chwili zagubienia, ale nie miałam już miejscowej waluty. Telefon także odmówił współpracy, brak zasięgu uniemożliwił mi kontakt z resztą, więc zostałam skazana na samotny spacer. Jednak nagle okazało się, że każdy w okolicy chce się zaprzyjaźnić, a na słowo Polska reaguje jakimś polskim zwrotem. Po Indiach i innych krajach Azji byłam trochę nieufna, ale chyba tym razem moja naiwność nie okazała się zgubna, bo kilka osób nie tylko wskazało mi drogę, ale także umiliło oczekiwanie opowiadanymi historiami. Przy okazji zwiedziłam wąskie uliczki targowe, a sam klimat – mimo kiczu i zalewu tandetnych pamiątek, podobał mi się na tyle, że gubiłam się chętnie i ciągle wracałam w te same miejsca. Może to tylko moje naiwne wrażenie, ale ludzie byli bardzo mili, pomocni i wydawali się być bardzo zadowoleni z życia.

We didn’t have much time to see the whole city so we focused on the Old Town, which anyway was full of places to see. We started with the Church of the Holy Sepulchre, which – despite the crowd, was so impressive. Its said that this is a place where Jesus was crucified and buried. The thing I remember well was the stone of Anointing which people were touching with hands and religious objects. Obviously there is a Holy Sepulchre in the church, which is the aim of visits to the place. There are also many chapels, with the most interesting to me The Franciscan Chapel of the Blessed Sacrament. The building itself is quite impressive and the history of the holy places give additional points. Unfortunately I dont feel I got to know the place, it was too crowded and I didnt make it to see everything. I tried to change bad points into a good thing so I joined the russian trip to listen to their guide. I was with them for 10 minutes which became a reason for me to get lost, more exactly I just lost Maciek and Magda. I went out to find them and immediately I became a purpose for the street traders – with a map and a phone I looked like a lost person, for sure. But I also met nice people, especially cute kids, who didnt want anything from me, just tried to help me finding a way etc. Randomly I found myself on the empty street with people smoking hookah and of course inviting me to try too. I even wanted to buy some local stuff but no currency and no signal in my phone made the situation a bit worse. I walked aloe and suddenly everyone wanted to be my friend. The word Poland made them speaking polish too, funny. After India and generally Asia I was a bit suspicious but this time for no reason, some people were really helpful and nice, they not only didnt want to sell anything but even entertained me with some stories while I was waiting for friends. By the way I visited really nice narrow streets, where – even with those trashy suvenirs, the atmosphere was so good so I was losing myself over and over again ending up at the sama place. Maybe I am naive but people around were really nice and I felt like they were just happy.

CAM04732

                             CAM04740 CAM04733 CAM04734  CAM04742

Po odnalezieniu Maćka i Magdy wyruszyliśmy dalej. Punktem obowiązkowym była oczywiście Ściana Płaczu (pozostałość po Świątyni Jerozolimskiej), która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Większa część muru jest przeznaczona dla mężczyzn, my z Magdą zadowoliłyśmy się żeńską częścią i udałyśmy się w celu obserwacji. Nie spodziewałam się tam aż takich emocji, kobiety obok nas naprawdę płakały czytając fragmenty Tory. Miałam mylne wyobrażenie o tym miejscu, a jego atmosfera sprawiła, że również zostawiłyśmy w murze kartki z modlitwą. Część męską obserwować mogłyśmy z daleka, ale widok ortodoksyjnych Żydów modlących się przy Ścianie Płaczu to własnie to, co wyobrażałam sobie przed przyjazdem. Drugą grupą, po tradycyjnie ubranych wyznawcach judaizmu, byli żołnierze. Wzbudzali mieszane uczucia wśród turystów, z jednej strony masa osób z mundurach to oznaka bezpieczeństwa, ale dla nas jednak niespotykane na co dzień. Nie mogłyśmy odmówić sobie przyjemności zrobienia z nimi zdjęcia 😉

After I found Maciek and Magda we went to continue sighseeing. Must-see place of obviously the Western Wall (as the remains of Temple in Jerusalem), which impressed me quite much. The bigger part of the wall was decicated to men so me and Magda went to “our” place to take a look. I didnt expect such emotions, women around us really cried while praying. I had wrong imagination about this place before I came there, it made me leave my prayers on the wall as well. The men’s part I could only ovserve from outside but the picture of ortodox Jews dressed traditionally is what I was I had in mind before I visited Jerusalem. Apart from religious Jews praying there the other big group were soldiers. I dont meet such numbers of them everyday so it was quite strage feeling to have them around. We couldn’t resist taking a photo with them 😉

IMG_3530

IMG_3532

IMG_3533

IMG_3534  IMG_3537

IMG_3538 IMG_3539 IMG_3547

IMG_3553 IMG_3559 IMG_3561 IMG_3562 IMG_3566

10390404_10205974405704920_4192343137472752704_n

Jedne z bardziej popularnych widoków Jerozolimy to na pewno Kopuła na Skale oraz Meczet Al-Aksa, które tworzą trzecia najważniejsze miejsce dla islamu (po Mekce i Medynie). Nie zwiedziliśmy tych miejsc, ale widok na nie, wraz ze Wzgórzem Świątynnym, najbardziej zapadł mi w pamięć. Obowiązkowy punkt następnej wizyty.

On of the most popular views in Jerusalem is the Dome of the Rock and Al-Aksa Mosque and that is the third most important place for Muslims (after Mecca and Medina). We didn’t manage to see them but this view stays with me. Mandatory for the next visit!

CAM04767 CAM04768 CAM04771

Najdziwniejszym i najmniej spodziewanym przeżyciem podczas pobytu w mieście była dla mnie wizyta w Dzielnicy Ormiańskiej, a szczególnie udział w nabożeństwie (nie do końca wiem, czy to poprawne określenie) w Katedrze Świętego Jakuba. Nie jestem w stanie tego opisać, wyglądało to jak obrzędy tajnego zgromadzenia, chociaż prawdopodobnie po prostu nie widziałam czegoś podobnego w przeszłości i dlatego zrobiło na mnie aż takie wrażenie. Ewentualnie naczytałam się zbyt dużo Dana Browna. Niedawno przeczytałam, że Kim Kardashian ochrzciła tam swoją córkę i niestety, nie mogę teraz pozbyć się tego obrazu z głowy ;p

The stranges and less expected thing I experienced in Jerusalem was the visit in the Ormian District, and especially taking part in soemthing I can’t really name in the St’James Cathedral. I don’t know how to describe it but it looked like some rituals in secret congregation. Probably I felt this way because I have never been a part of such thing or maybe it is just the effect of Dan Brown’s books. And recently I got to know that Kim Kardashain baptized her daugther there so I cannot remove this picture form my heard now ;p

IMG_3578

Po wielogodzinnym zwiedzaniu, nie chcąc ominąć niczego ważnego, udaliśmy się jeszcze na spacer trasą Drogi Krzyżowej. Przy okazji w oczy rzucało się mnóstwo świątecznych ozdób oraz wszędobylskie koty. Niestety, planu pokrzyżował nam deszcz, a raczej ulewa, którą musieliśmy jakoś znieść, biegając po mieście w poszukiwaniu schronienia. Jako, że Jerozolima jest miastem czterech wyznań, wszędzie czuć było ten swoisty styk kulturowy. To własnie wydało mi się być najbardziej fascynującym. Absolutnie wyjątkowe miasto, które koniecznie muszę odwiedzić na dłużej, bo jednak Stare Miasto to zdecydowanie za mało.

After hours of running in the city, while we didnt want to miss anything important, we walked through Via Dolorosa. By the way there were a lot of christmas decoratuons and also many homeless cats. Unfortunately the rain ruined our plans and we had to stand it while walking and desperately looking for some place to hide and rest. Jerusalem is known to be the city of four religions and I really felt this culture mix everywhere. This made me like it the most, it’s a fantastic city, absolutely. And definitely I must visit it again, for longer now, because the Old Town is just not enough.


IMG_3568


IMG_3575
 CAM04817  CAM04822

CAM04823

CAM04831

CAM04843

 CAM04850

CAM04847  CAM04854

Nowsze dzielnice “zwiedziliśmy” pobieżnie, szukając ochrony przed deszczem i kolejnej okazji do skosztowania hummusu. Udało nam się dopiero w okolicach domu Natiego, a wysiłki zostały nagrodzone, bo po raz kolejny nie zawiedliśmy się na izraelskiej kuchni. Mnie spotkała po tym kilkugodzinnym biegu w deszczu choroba, ale na szczęście dopadła mnie na koniec wyjazdu. Przed odjazdem spędziliśmy jeszcze trochę czasu rozgrzewając się herbatą w domu, a finalnie – nie bez nieporozumień – taksówka odwiozła nas na lotnisko. Jako, że czekaliśmy na lot kilka godzin, mi i Magdzie udało się jeszcze uratować życie człowieka na lotnisku, więc podróż zakończona sukcesem.

The newest district we only passed quicklu looking for a place with hummus (our israeli love). We made it just nearby our host’s house and again we were not dissapointed. Bad luck for me because I got a flu at the end but cool that before we left we also spent some time at home, warming up with the tea. Finally a taxi took us to the airport, which again was not the nicest experience. At the end, waiting for the flight, me and Magda manages to save someone’s life at the airport, to a really successful journey. 

CAM04804

CAM04852

  CAM04859 CAM04860CAM04856

IMG_3570

IMG_3571

Był to krótki wyjazd, ale czas spędzony z Izraelu był bardzo intensywny. Nie udało nam się poznać kraju zbyt dobrze, a nasze zwiedzenie było dość ograniczone, ale wielość przeżyć i atrakcji, zarówno w Jerozolimie, jak w Tel Awiwie, sprawiła, że sam kraj stał się jednym w moich ulubionych i koniecznie muszę niedługo tam wrócić. Właściwie to chyba szybko zrealizuję ten plan.

It was a short visit but quite an intensive time. We did not get to know the country well, of course, but there were a lot fo things to see and experience, in both Tel Aviv and Jerusalem, so Israel became one of my favourite countries and I just have to go back. Actually I think I will do it soon.

Co do couchsurfingu w Izraelu – nie tylko jest to idealne połączenie przyjemnego z pożytecznym, ale także fajna okazja na nawiązania kontaktów. Nasz host z Jerozolimy odwiedził nas w marcu w Polsce i wydaje się, że był równie zadowolony ze swojej wizyty. Long live CS!

And about couchsurfing in Israel – it is not just the perfect way to travel but also a chance to make friends. Our host from Jerusalem visited us in Poland in March and seems like he was equally satisfied with his visit. Long live CS!

11042135_10206883285503889_2094421616_n

CAM05602

CAM04804

Advertisements