Two weeks in Morocco

For last few years I had my small tradition of spending new year somewhere abroad. It was Berlin, then Vienna, Israel and this year we also wanted to go somewhere but at the same time I wanted to spend this time with friends in Istanbul while I was still living there. As Israel in January was just a perfect getaway from winter a year later me and my company from that trip – Magda and Maciek – decided to find a totally new place that would be far and exotic enough to feel the difference but close and cheap enough to afford the trip. Morocco sounded just exactly like that and we booked tickets for February, two weeks after I was arrving home from a semester in Turkey.

We spent a great time in this country! For me it was the first visit in Africa and I was more than extra excited! Some people said it’s dangerous right now but no no, we didn’t facet any serious danger and nothing has happened in Morocco that time. Not only it wasn’t bad but it was amazing – great weather, sun, ocean, palmtrees, fresh fruits, tons of places to see and many funny and adventurous situations.

Przez kilka ostatnich lat spędzałam Nowy Rok gdzieś za granicą, żeby wykorzystać wolny czas na zwiedzanie. Był Berlin, Wiedeń, Izrael, a w tym roku – w racji na Eramusa – Turcja. Jako, że nasz zeszłoroczny wypad do Izraela zimą okazał się strzałem w dziesiątkę, to postanowiliśmy tym razem również wyjechać we trójkę gdzieś, gdzie jest wystarczająco daleko i egzotycznie, ale też w miarę blisko i tanio. Padło na Maroko i wylecieliśmy dokładnie 2 tygodnie po moim powrocie z Erasmusa.

Był to mój pierwszy raz w Afryce i – wbrew wieli opiniom – wcale nie było niebezpiecznie. Było za to fantastycznie – świetna pogoda, słońce, ocean, palmy, świeże owoce, wiele miejsc do odwiedzenia oraz mnóstwo zabawnych sytuacji.

Morocco map

 

We were flying to Paris first and then to Rabat and (to save so much time) we flew back from Marrakesh to we didn’t have to go back to Rabat just for the flight. It was also a perfect combination to plan the route. The only thing that I wanted to visit but couldn’t (too less time) was the dessert but I take it as a good occasion to come to Morocco again in the future.

So we started in Rabat where we stayed in riad (a traditional kind of house) and were heading towards North to Tangier (with a day stop in Asilah – the white city), where we stayed in a hostel and met bunch of great people. We did it all by trains and from Tangier we started using buses that were also really good (CTM). Then we went to Chefchaouen (meeting some people from previous cities) that is known as the blue city and later to Fes (which was my worst place in Morocco – the trip to the hostel itself was a challenge, advemture and a nightmare). After Fes we visited Casablanca and stayed on couchsurfing with a great host and later on went to Essaouira (stopping for a day in Meknes because we didn’t have more time to stay in this city), known to be a hippie-backpackers town on the coast. We also stayed on couchsurfing there which turned out to be another story to tell. Our final stop was Marrakesh, which was a really good ending of our journey, staying in the best hostel!

Do Rabatu dolecieliśmy z Paryża, a lot powrotny mieliśmy w Marakeszu, co pozwoliło zaoszczędzić sporo czasu. Nie udało się, w i tak napięty już grafik, wcisnąć pustyni, ale przynajmniej mamy solidny powód, żeby do Maroka wrócić.

Podróż rozpoczęliśmy w Rabacie, zatrzymując się w tradycyjnym domu z dziedzińcem – riadze, a stamtąd udaliśmy się do Tangieru (z przystankiem w Asili – białym mieście), gdzie spaliśmy w hostelu i poznaliśmy super ludzi. Trasy pokonywaliśmy pociągami, a z Tangeru do kolejnego miasta – Chefchaouen pojechaliśmy autobusem CTM (również bardzo w porządku). Kolejnym punktem był Fez (tam samo znalezienie hostelu było przygodą i koszmarem), po czym pojechaliśmy do Meknes na dzień, żeby na noc dojechać do Casablanki (pierwszy Couchsurfing w Maroko). Stamtąd pojechaliśmy do Essaouiry – miasteczka na wybrzeżu, mekki backapackerów, gdzie uciekaliśmy od hosta z Couchsurfingu, a miejscem końcowym był Marakesz, skąd lecieliśmy do domu. 

What I remmebr the most is meeting the same travellers in almost each town and getting to know funny coincidences (like I met a Spanish guy living in the same hostel who did his Erasmus in Istanbul and year before I did or an American who was about to get his Polish passport without being to Poland. Ever.). Also it was amazing to have many great fresh fruits just on every corner, being surrounded by the palmtrees, having an ocean in a walking distance and well, not wearing a jacket in February. I would never trade this for Agadir all inclusive stay ;p how ever it must have been even warmer over there.

Tym, co z Maroka zapamiętałam najlepiej było spotykanie wciąż tych samych podróżników – mieliśmy podobne plany na zwiedzanie – oraz wiele zbiegów okoliczności – w hostelu poznałam Hiszpana, który również spędził Erasmusa w Stambule czy Amerykanina, który starał się o polski paszport, przy czym w Polsce nigdy nie był. Idealne było też to, że wszędzie dostępne były świeże owoce, ciągle otoczeni byliśmy palmami, ocean był w zasięgu kilku kroków i oczywiście cieszyliśmy się, że w lutym nie musimy nosić kurtek (w większości przypadków ;p). Za nic w świecie nie zastąpiłabym tego wakacjami all inclusive w Agadirze, chociaż tam pewnie było jeszcze cieplej ;p.

I will probably make a separate post for each city because it is so much to write and show but I will give just a glimpse on each city now:

Z uwagi na fakt, że nasza podróż to masa miejsc, zdjęć i historii, każdemu miastu poświęcę osobny wpis, a teraz tylko rzut okiem na poszczególne miasta:

Rabat (click)

20160131_160155_HDR

IMG_4853

Asilah

20160201_150823_HDR

IMG_4888

Tangier

20160202_114653_HDR

20160202_121917_HDR

Chefchaouen

20160203_162505

20160203_175816_HDR

Fes

20160205_113920_HDR

20160205_173027_HDR

Meknes

20160206_123317_HDR

IMG_8493

Casablanca

IMG_5178

20160207_140152_HDR

Essaouira

20160209_132338_HDR

IMG_5217

Marrakesh

20160211_131840_HDR

IMG_5318

Among all of these cities I think I liked Casablanca the most and Fes the least. I am in love with big vibrant cities and Casablanca gave me this feeling that I could live there. On the other hand Fes was the one I felt not safe at all and I was annoyed every single second. It has its good points too, of course, but among all I didn’t like it the most. The smaller towns such as Chefchaouen or Essaouire were cute and great and I would go there again definitely. We had either ocean or mountains in most of cities and it wasn’t only the city life that we liked – the nature in Morocco is amazing. We met bunch of great people, both locals and travellers, and we have good memories. The only thing I didn’t like was the amount of sellers, guides and other people being realy REALLY pushy and coming to close. Anyway we handled well and nothing bad happened. Food is good, fruits and juices are awesome! Wather is great. Really, Morocco is abolutely high on my list of favourities 🙂

Spośród wszystkich odwiedzonych miast najbardziej polubiłam Casablankę, a najmniej Fez. Uwielbiam wielkie miasta i w Casablance miałam to uczucie, że mogłabym tam żyć. Z drugiej strony Fez to miejsce, gdzie nie czułam się bezpiecznie, a ludzie byli wyjątkowo irytujący. Mniejsza miasta, jak Chefchaouen czy Essaouiry były cudowne i zdecydowanie pojechałabym tam ponownie. W większości odwiedzonych miejsc mieliśmy dostęp do oceanu albo otaczające miasta góry – przyroda w Maroku naprawdę robi wrażenie. Spotkaliśmy też wielu świetnych ludzi, zarówno mieszkańców, jak i podróżników i ta, w sumie krótka, podróż doła nam wiele wspomnień. Jedyną rzeczą, której w Maroku nie lubiłam to ilość i bezczelność wszelkich sprzedawców i naganiaczy. Jednak poradziliśmy sobie z nimi całkiem nieźle i nie spotkało nam nic złego. Jedzenie było dobre, owoce i soki fantastycznie, a pogoda wspaniała. Maroko plasuje się bardzo wysoko na mojej liście ulubionych miejsc! 😉

To be continued/Ciąg dalszy nastąpi

 

Advertisements